Żar leje się z nieba, a my z ochotą rozglądamy się za zimnym piwem. Trafiamy do wypatrzonej już wcześniej włoskiej knajpki Pronto Pizza w bezpośrednim sąsiedztwie wrocławskiego uniwersytetu.
Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne - obrusy w czerwoną kratkę na stołach sprawiają, że to miejsce posiada charakter przytulnej włoskiej tratorii.
Zdecydowaliśmy się usiąść w ogródku przed restauracją - widoki były bardzo przyjemne. Mimo panującego skwaru, tam znaleźliśmy dużo miłego cienia i towarzystwo "szermierza". :D
Kelenerka bardzo szybko się nami zainteresowała, otrzymaliśmy menu, a już po chwili zamówione przez nas zimne piwo. Karta - hmmm... duży wybór. Pizza, pasta, gnocchi... Do wyboru do koloru.
Zdecydowałam się pójść na całość. Na przystawkę bruschetta, która ku mojemu zdziwieniu okazała się ogromna i niestety nie dałam jej rady, a była pyszna. Świeże, dobre pomidory, grzanka z oliwą i czosnkiem (mogła być lepsza, ale było ok). Następna w kolejce była pizza z rukolą, suszonymi pomidorami, serem, szynką parmeńską, posypana parmezanem w płatkach - pychota. Ciasto było cienkie, chrupiące, w sam raz wypieczone, składniki widać, że świeże i po prostu smaczne. A sos pomidorowy - o nim można napisać osobnego posta. Robiony ze świeżych pomidorów, płynny, z pomidorowymi nasionkami i ziołami, w niczym nie przypominał kisieli spotykanych w innych pizzeriach :)
Mojemu P. zaserwowano gnocchi w sosie śmietanowym z kurczakiem, kurkami i pieczarkami. Gnocchi - dla mnie troszkę zbyt ziemniaczane, ale może to tylko mój gust... Sos śmietanowy smaczny, kurki świeże, kurczak mięciutki - bardzo nam smakowało.
Obsługa kelnerska - w mojej opinii bardzo dobra, szybka, ale nienarzucająca się.
Ocena ogólna: 4,5/5
Rekomendacje:
Każdy wielbiciel pysznej, porządnej włoskiej pizzy znajdzie tam coś dla siebie, ze względu na duży wybór dodatków. A pasta i gnocchi też bardzo dobre. :)
Restauracja:
Pronto Pizza
ul. Plac Uniwersytecki 9
Wrocław
Pozdrawiam,
Wasza Tasty (która czasem śni o pizzy)
piątek, 16 sierpnia 2013
piątek, 26 lipca 2013
Ślimak, ślimak, pokaż rogi, dam ci sera na ..... PIEROGI :)
Pierogi - w Polsce są jedną z potraw narodowych, ale za granicą możemy je znaleźć pod różnymi innymi nazwami. Rosyjskie pielmieni, włoskie ravioli, chińskie wonton, gruzińskie chinkali to jedna wielka rodzina. Nasze rodzime pierożki też możemy spotkać w tylu przeróżnych zestawieniach smakowych, że od ich zatrzęsienia aż boli głowa. Możliwość spróbowania tej różnorodności dostarcza nam m.in. Pierogarnia Stary Młyn na wrocławskim rynku.
Wraz z moim P. umieściliśmy nasze skromne osoby w ogródku przed restauracją. Jak się później okazało - szczęśliwie, ponieważ w środku podobno nie można zamówić piwa. (Nie do końca rozumiem dlaczego).
Następnie postanowiliśmy skorzystać z szerokiej gamy restauracji - pierogów z wody (lepiochów) czy z pieca (piecuchów). W ogromie propozycji (który raczej stawia restaurację w niekorzystnym świetle) zdecydowaliśmy się na pierogi z pieca z kurczakiem i szpinakiem oraz na ruskie z wody. Obsługa raczej na poziomie, chociaż przy innych stolikach zdarzały się jakieś zawirowania i nieporozumienia.
Jedzenie - hmmmm..... hm..... Nie mogę powiedzieć, że byłam zadowolona. Przeciętnie, a z racji, że to restauracja specjalizująca się w pierogach, to nawet gorzej niż średnio.
Idąc do restauracji zazwyczaj mam poczucie, że będę w stanie wchłonąć słonia z kopytami, a jeżeli będzie smaczny to nawet dwa ;) Jednak zazwyczaj jem tylko oczami. W tym przypadku było podobnie. Zamówiłam dużą porcję pierogów z kurczakiem, jednak nikt mnie nie uprzedził, że to nie pierogi tylko jakieś GIGANTY. Sam ich widok już mnie zdemotywował, a po pierwszym kęsie poczułam się jeszcze bardziej odrzucona. Bardzo dużo ciasta, które było zbyt wypieczone, z dużą pozostałością surowej mąki. Pierogi doprawione curry (w myśl zasady "jak nie wiesz czego dodać do smaku, wrzuć curry"). Ogólnie przebrnęłam przez trzy i nie polecam. Mój P. otrzymał swoje ruskie, które dla mnie były zdecydowanie bez wyrazu, ze zbyt małą ilością pieprzu.
Ale chociaż piwo dobre :)
Ocena ogólna: 1,5 / 5
Rekomendacje:
Gdy najdzie was ochota na pierogi odwiedźcie babcie lub mamy, to zdecydowanie lepszy wybór niż odwiedzenie tej pierogarnii.
Jeżeli jednak zwabi was chęć spróbowania tamtejszych lepiochów i piecuchów to polecam ogródek - chociaż piwo będzie dobre ;)
Restauracja:
Pierogarnia Stary Młyn
ul. Rynek 26
Wrocław
Wasza Tasty (poszła lepić prawdziwe ruskie) :)
PS
W następnym poście przeniesiemy się do Gruzji w centrum Wrocławia :)
Wraz z moim P. umieściliśmy nasze skromne osoby w ogródku przed restauracją. Jak się później okazało - szczęśliwie, ponieważ w środku podobno nie można zamówić piwa. (Nie do końca rozumiem dlaczego).
Następnie postanowiliśmy skorzystać z szerokiej gamy restauracji - pierogów z wody (lepiochów) czy z pieca (piecuchów). W ogromie propozycji (który raczej stawia restaurację w niekorzystnym świetle) zdecydowaliśmy się na pierogi z pieca z kurczakiem i szpinakiem oraz na ruskie z wody. Obsługa raczej na poziomie, chociaż przy innych stolikach zdarzały się jakieś zawirowania i nieporozumienia.
Jedzenie - hmmmm..... hm..... Nie mogę powiedzieć, że byłam zadowolona. Przeciętnie, a z racji, że to restauracja specjalizująca się w pierogach, to nawet gorzej niż średnio.
Idąc do restauracji zazwyczaj mam poczucie, że będę w stanie wchłonąć słonia z kopytami, a jeżeli będzie smaczny to nawet dwa ;) Jednak zazwyczaj jem tylko oczami. W tym przypadku było podobnie. Zamówiłam dużą porcję pierogów z kurczakiem, jednak nikt mnie nie uprzedził, że to nie pierogi tylko jakieś GIGANTY. Sam ich widok już mnie zdemotywował, a po pierwszym kęsie poczułam się jeszcze bardziej odrzucona. Bardzo dużo ciasta, które było zbyt wypieczone, z dużą pozostałością surowej mąki. Pierogi doprawione curry (w myśl zasady "jak nie wiesz czego dodać do smaku, wrzuć curry"). Ogólnie przebrnęłam przez trzy i nie polecam. Mój P. otrzymał swoje ruskie, które dla mnie były zdecydowanie bez wyrazu, ze zbyt małą ilością pieprzu.
Ale chociaż piwo dobre :)
Ocena ogólna: 1,5 / 5
Rekomendacje:
Gdy najdzie was ochota na pierogi odwiedźcie babcie lub mamy, to zdecydowanie lepszy wybór niż odwiedzenie tej pierogarnii.
Jeżeli jednak zwabi was chęć spróbowania tamtejszych lepiochów i piecuchów to polecam ogródek - chociaż piwo będzie dobre ;)
Restauracja:
Pierogarnia Stary Młyn
ul. Rynek 26
Wrocław
Wasza Tasty (poszła lepić prawdziwe ruskie) :)
PS
W następnym poście przeniesiemy się do Gruzji w centrum Wrocławia :)
środa, 10 lipca 2013
Grecka uczta... no może nie do końca ;)
Słowo się rzekło... Dziś relacja z wizyty w greckiej restauracji "Greco" znajdującej się na wrocławskim Rynku.
Słońce, niebieskie morze, białe ściany domów, czerwone dachówki, oliwa, pomidory, feta - to dla mnie kwintesencja Grecji. Idąc do Greco spodziewałam się właśnie tego klimatu... Nie zawiodłam się. Wkraczając do restauracji poczułam atmosferę tego kraju - biała drewniana altana, niebieskie kwiaty lobelii. Kompozycja trafiona w dziesiątkę i bardzo zachęcająca. Mówię sobie: "Ok, ale co dalej?... Czas sprawdzić."
Przeglądam menu... Pojawia się kilka myśli... "Hmm.... Tyle rzeczy do spróbowania.... " "Trochę widać, że to sieciówka - brakuje oryginalności" "Sztampowy design karty menu - nie zachęca". Zagłębiam się dalej w gąszczu greckich dań.
Z miejsca odrzuciłam sałatki - głód poważnie mi doskwierał. Może była to zbyt pochopna decyzja - sałatka z kalmarami czy grillowanym serem Halloumi wyglądały zachęcająco. Z zup rozwążałam flaki po grecku - jednak się nie skusiłam - może następnym razem. Gyros - hmm... za dużo tego teraz wokół. Souvlaki - jestem za, ale patrzę nadal. Widzę bifteki, kiełbaskę jagnięcą - zaczyna się robić ciekawiej.
Trafiam na Stifado - nie słyszałam o tym wcześniej, ale brzmi dobrze. Wołowina w winie, cynamonie z cebulką - decyzja zostaje podjęta. Mój P. decyduje się na Moussakę - myślę sobie: "Też dobry wybór - tradycja w czystej postaci." Do tego karafka stołowego wina - nawet w miarę smacznego, jak się później okazało :)
Zamówienie zostało złożone, kelnerka miła i usłużna. Czas oczekiwania - nie wywołujący znudzenia i chęci opuszczenia restauracji.
Otrzymuje moje upragnione stifado :) Na pierwszy rzut oka i nosa - podoba mi się. Zapach cynamonu mocno wyczuwalny, dużo aromatycznego sosu. Ryż barwiony kurkumą trochę tu nie pasuje, ale to raczej kwestia estetyki. Pierwszy kęs - hmm... coś tu nie gra... Wołowinka nawet miękka, ale niektóre kawałki trochę suche. Wygląda na to, że mięso nie spędziło za dużo czasu w tym sosie. Smaki raczej dobrze skomponowane. Sos gęsty, pachnący cynamonem i winem. Troszkę mało cebulek, jak na stifado. Surówka z białej kapusty dająca się zjeść, ale nie zachwycająca. ( Nie wiem czy surówka z białej kapusty może być zachwycająca - jakby ktoś miał taki rewelacyjny przepis - pisać :)) Porcja - jak dla mnie - duża, dlatego na baklawę nie zostało niestety ani krzty miejsca :(
Z moussaki mojego P. został mi wydzielony tylko malutki kęs. Na moje oko - za dużo beszamelu. Mięso mielone na baraninę niestety nie wyglądało. Dalej klasyka, czyli bakłażan i ziemniaczki. W całości danie zjadliwe, ale raczej przeciętne.
Rachunek okazał się nie być powalający, widać sieć robi swoje - stoi na straży cen, ale odbija się to także na jedzeniu. Podsumowując, wizytę uważam za raczej udaną.
Ocena ogólna - 3/5
Rekomendacje:
Jeżeli ktoś chce poczuć klimat kraju płynącego oliwą za rozsądną cenę - to miejsce w sam raz dla niego. Może się okazać, że będzie to Grecja w wersji okrojonej i oszczędnej, ale na pierwszy raz... Czemu nie :)
Restauracja:
Greco. Restauracja grecka
ul. Rynek 15
Wrocław
Wasza Tasty (o oliwkowej skórze) :)
PS
Kolejnych postów spodziewajcie się już niedługo.
Słońce, niebieskie morze, białe ściany domów, czerwone dachówki, oliwa, pomidory, feta - to dla mnie kwintesencja Grecji. Idąc do Greco spodziewałam się właśnie tego klimatu... Nie zawiodłam się. Wkraczając do restauracji poczułam atmosferę tego kraju - biała drewniana altana, niebieskie kwiaty lobelii. Kompozycja trafiona w dziesiątkę i bardzo zachęcająca. Mówię sobie: "Ok, ale co dalej?... Czas sprawdzić."
Przeglądam menu... Pojawia się kilka myśli... "Hmm.... Tyle rzeczy do spróbowania.... " "Trochę widać, że to sieciówka - brakuje oryginalności" "Sztampowy design karty menu - nie zachęca". Zagłębiam się dalej w gąszczu greckich dań.
Z miejsca odrzuciłam sałatki - głód poważnie mi doskwierał. Może była to zbyt pochopna decyzja - sałatka z kalmarami czy grillowanym serem Halloumi wyglądały zachęcająco. Z zup rozwążałam flaki po grecku - jednak się nie skusiłam - może następnym razem. Gyros - hmm... za dużo tego teraz wokół. Souvlaki - jestem za, ale patrzę nadal. Widzę bifteki, kiełbaskę jagnięcą - zaczyna się robić ciekawiej.
Trafiam na Stifado - nie słyszałam o tym wcześniej, ale brzmi dobrze. Wołowina w winie, cynamonie z cebulką - decyzja zostaje podjęta. Mój P. decyduje się na Moussakę - myślę sobie: "Też dobry wybór - tradycja w czystej postaci." Do tego karafka stołowego wina - nawet w miarę smacznego, jak się później okazało :)
Zamówienie zostało złożone, kelnerka miła i usłużna. Czas oczekiwania - nie wywołujący znudzenia i chęci opuszczenia restauracji.
Otrzymuje moje upragnione stifado :) Na pierwszy rzut oka i nosa - podoba mi się. Zapach cynamonu mocno wyczuwalny, dużo aromatycznego sosu. Ryż barwiony kurkumą trochę tu nie pasuje, ale to raczej kwestia estetyki. Pierwszy kęs - hmm... coś tu nie gra... Wołowinka nawet miękka, ale niektóre kawałki trochę suche. Wygląda na to, że mięso nie spędziło za dużo czasu w tym sosie. Smaki raczej dobrze skomponowane. Sos gęsty, pachnący cynamonem i winem. Troszkę mało cebulek, jak na stifado. Surówka z białej kapusty dająca się zjeść, ale nie zachwycająca. ( Nie wiem czy surówka z białej kapusty może być zachwycająca - jakby ktoś miał taki rewelacyjny przepis - pisać :)) Porcja - jak dla mnie - duża, dlatego na baklawę nie zostało niestety ani krzty miejsca :(
Z moussaki mojego P. został mi wydzielony tylko malutki kęs. Na moje oko - za dużo beszamelu. Mięso mielone na baraninę niestety nie wyglądało. Dalej klasyka, czyli bakłażan i ziemniaczki. W całości danie zjadliwe, ale raczej przeciętne.
Rachunek okazał się nie być powalający, widać sieć robi swoje - stoi na straży cen, ale odbija się to także na jedzeniu. Podsumowując, wizytę uważam za raczej udaną.
Ocena ogólna - 3/5
Rekomendacje:
Jeżeli ktoś chce poczuć klimat kraju płynącego oliwą za rozsądną cenę - to miejsce w sam raz dla niego. Może się okazać, że będzie to Grecja w wersji okrojonej i oszczędnej, ale na pierwszy raz... Czemu nie :)
Restauracja:
Greco. Restauracja grecka
ul. Rynek 15
Wrocław
Wasza Tasty (o oliwkowej skórze) :)
PS
Kolejnych postów spodziewajcie się już niedługo.
niedziela, 30 czerwca 2013
Początki...
Początki zawsze są trudne... Ten też stanowił dla mnie wyzwanie. Myśl o założeniu tego bloga była mi bliska już od kilku miesięcy, lecz natłok obaw mnie powstrzymywał. Jak dobrze widać, w końcu się udało.
Słowo się rzekło, więc ...
Słowo się rzekło, więc ...
Witam w Tasty Wrocław :)
Każdy czasem musi się pojawić w restauracji :) Niektórzy zmuszeni przez swoje małżonki lub dziewczyny, inni - w sprawach biznesowych, a czasem, bo po prostu wypada. Są nawet tacy, których nie trzeba zmuszać ;) Ja na pewno jestem restauracyjnym zwierzakiem. Potrafię docenić nie tylko dobre jedzenie, ale też zapach. Zwracam uwagę na wygląd zarówno talerza, jak i restauracji oraz atmosferę, która nieumiejętnie stworzona, może zepsuć nawet najlepsze danie.
Właśnie dlatego postanowiłam dzielić się moimi wrażeniami z innymi.
Zapraszam na wyprawę po pełnym smaku Wrocławiu.
Zapraszam na wyprawę po pełnym smaku Wrocławiu.
Mam nadzieję, że nie zawiodę swoich i waszych oczekiwań.
Pozdrawiam,
Tasty :)
PS
Pierwszego posta oczekujcie już niedługo.
Pierwszego posta oczekujcie już niedługo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)